Listopad to dla samorządów czas gorący – nie politycznie, lecz finansowo. Właśnie teraz powstają projekty uchwał budżetowych na przyszły rok. Od tego, jak samorządy rozłożą wydatki i inwestycje, zależy, czy lokalne wspólnoty będą się rozwijać w sposób zrównoważony – czy raczej popadną w kosztowne, efektowne, lecz krótkotrwałe projekty.

Budżet pod presją rosnących kosztów
Jednostki samorządu terytorialnego (JST) od kilku lat zmagają się z trudną sytuacją finansową. Spadek wpływów z udziałów w podatku PIT, inflacja i rosnące koszty energii ograniczają pole manewru. W wielu miastach, zwłaszcza średnich i mniejszych, coraz trudniej zbilansować wydatki bieżące z dochodami.
– To czas, w którym trzeba szczególnie ważyć każdą złotówkę – mówi Tomasz Aniuksztys, burmistrz Gryfic. – Mamy świadomość, że mieszkańcy oczekują widocznych efektów, ale coraz częściej to nie wielkie inwestycje, lecz mniejsze, dobrze przemyślane działania przynoszą realną poprawę jakości życia.
Co się opłaca, a co tylko ładnie wygląda?
W budżetach i planach inwestycyjnych samorządów wciąż pojawiają się projekty, które wzbudzają emocje – nie zawsze pozytywne. Niektóre z nich finansowane są bezpośrednio z budżetu miasta, inne ze środków celowych, dotacji lub programów ministerialnych. Przykłady? Kielce postawiły w centrum miasta „lustro w chodniku” za ok. 86 tys. zł, mające symbolicznie „odbijać niebo”. W wielu miejscach w Polsce instalowano patriotyczne ławeczki za ok. 100 tys. zł każda. Z kolei w Warszawie część mieszkańców krytykowała tzw. parklety – mini skwery ustawiane przy ruchliwych ulicach, które miały poprawić mikroklimat, ale okazały się kosztowne i mało funkcjonalne.
To kontrast wobec rozwiązań, które – choć mniej efektowne – przynoszą wymierne korzyści. – Wiele takich działań zaczyna się od prostych pomysłów, ale z czasem okazuje się, że mają one największy wpływ na życie mieszkańców – mówi Małgorzata Rdest, inicjatorka Olejomatów, jednego z proekologicznych projektów realizowanych w polskich gminach. – Widać też, że samorządy wyciągają wnioski z nietrafionych, zbyt kosztownych inwestycji i szukają sposobów, by te środki wykorzystać mądrzej – z większym pożytkiem dla mieszkańców i środowiska.
Zielone inwestycje – taniej i mądrzej
Coraz więcej samorządów inwestuje w rozwiązania przyjazne środowisku, które nie wymagają wielomilionowych nakładów. Przykładowo:
- Łódź rozwija program łąk kwietnych i nasadzeń drzew w centrum miasta – niskokosztowy sposób na walkę z miejskimi wyspami ciepła.
- Poznań wprowadza tzw. zielone przystanki, które obniżają temperaturę powietrza i poprawiają retencję wód opadowych.
- Bielsko-Biała inwestuje w miejskie punkty napraw (tzw. „repair café”), gdzie mieszkańcy mogą za darmo naprawić drobny sprzęt.
- Gdańsk prowadzi program oszczędzania energii w szkołach i budynkach publicznych, w ramach którego wprowadzono system monitoringu zużycia energii i działania edukacyjne. Celem jest ograniczenie zużycia prądu i kosztów utrzymania placówek oświatowych.
To przykłady pokazujące, że realne efekty – w postaci niższych rachunków, czystszego powietrza czy lepszej retencji – da się osiągnąć bez spektakularnych budżetów.
Ekologia i rozsądek – coraz częstszy kierunek inwestycji
Podobnym przykładem są Olejomaty – urządzenia do zbierania zużytego oleju spożywczego, które można wydzierżawić za około 1500 zł miesięcznie. Pierwsze z nich pojawiło się w gminie Redzikowo w październiku 2024 roku, a dziś działa już blisko 100 punktów w całej Polsce, m. in. w Opolu, Płocku, Sochaczewie, Bytomiu czy na Helu. To rozwiązanie niskokosztowe, proekologiczne i edukacyjne zarazem. Mieszkańcy oddają zużyty olej w sposób bezpieczny dla środowiska, a samorządy ograniczają ryzyko zanieczyszczeń w kanalizacji i związane z nimi kosztowne awarie sieci.

– Takie inicjatywy pokazują, że ekologia może być realnym wsparciem dla budżetów lokalnych – podkreśla Małgorzata Rdest, inicjatorka projektu Olejomaty. – Nie chodzi tylko o aspekt środowiskowy, ale także o konkretne oszczędności: mniej awarii kanalizacji, mniejsze zużycie wody, większa świadomość mieszkańców. To wymierny efekt za niewielki koszt.
– Olejomaty pokazują też, że ekologia nie musi oznaczać wysokich wydatków – dodaje Małgorzata Rdest. – To rozwiązanie, które uczy codziennych, praktycznych nawyków i realnie wspiera samorządy w gospodarce obiegu zamkniętego. Wystarczy jedno urządzenie, by zainicjować zmianę w całej społeczności. Wiele gmin dopiero uczy się, że efektywność budżetowa może iść w parze z ekologią.
Mieszkańcy coraz bardziej świadomi
W ostatnich latach rośnie też znaczenie budżetów obywatelskich. Coraz częściej to właśnie mieszkańcy zgłaszają pomysły, które później stają się częścią większych strategii miejskich. Zgłaszane projekty są często skromne finansowo, ale trafiają w realne potrzeby: nowe nasadzenia drzew, miejsca do zbiórki elektroodpadów, stojaki rowerowe czy rewitalizacja podwórek.
– To ciekawy zwrot, bo samorządy uczą się, że mniejsze inwestycje mogą przynieść większe korzyści – mówi Małgorzata Rdest. – Od jakiegoś czasu obserwujemy, że w budżetach obywatelskich pojawiają się projekty związane z ekologią i recyklingiem, które później są rozwijane w skali całego miasta.
Między inwestycją a odpowiedzialnością
Planowanie budżetu na 2026 rok będzie dla samorządów próbą równowagi. Z jednej strony wciąż pojawiają się duże potrzeby inwestycyjne – modernizacja dróg, sieci ciepłowniczych czy infrastruktury szkolnej. Z drugiej – rośnie świadomość, że nie każda inwestycja wymaga milionowych nakładów, by przynieść wymierne efekty.
Ostatecznie chodzi o to, by publiczne pieniądze pracowały dla ludzi – nie dla efektu wizualnego. Bo rozwój lokalny to nie konkurs na najbardziej widowiskową inwestycję, lecz codzienna praca na rzecz czystszego środowiska, lepszej edukacji i większego komfortu mieszkańców.
Good One PR dla EMKA S.A.
